Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Profesor szósty na liście TIMESa

Zdjęcie umieszczone przy notce o ProfesorzeParę dni temu serwis Times Online na swojej stronie umieścił listę pięćdziesięciu największych pisarzy brytyjskich po roku 1945. Wśród tego zacnego grona, które otwiera Philip Larkin, znalazł się również profesor J.R.R.Tolkien. Sklasyfikowano go na szóstej pozycji. Na liście znalazł się również inny członek Inklingów, C.S.Lewis, który został ulokowany na jedenastej pozycji. Lista jest ciekawa, choć nieco kontrowersyjna. Natomiast do każdego z wymienionych na liście pisarzy, dziennikarze Timesa przygotowali krótką notkę biograficzną.

Kategorie wpisu: Informacje medialne

11 Komentarzy do wpisu "Profesor szósty na liście TIMESa"

TAO, dnia 16.01.2008 o godzinie 14:54

Lista jest istotnie wątpliwa metodologicznie i merytorycznie (miesza poetów i prozaików, artystów i – powiedzmy – rzemieślników, jak Moorcock i Pullman, wysuwa – wbrew oczywistości – Orwella przed Goldinga etc.), ale przede wszystkim jest to lista najwybitniejszych powojennych pisarzy brytyjskich, a nie – pisarzy w ogóle. W dodatku kryterium brytyjskości jest wątpliwe, skoro pomieszczono tu Salmana Rushdiego.

czaki, dnia 16.01.2008 o godzinie 15:41

Umknęło mi we wpisie, iż jest to lista pisarzy brytyjskich oczywiście. Poprawiłem niedopatrzenie. Niemniej, tak jak napisał TAO, pojęcie brytyjskości jest w tym przypadku szeroko rozumiane.

M.L., dnia 16.01.2008 o godzinie 16:01

Nie widze nic złego w zamieszczeniu Salmana Rushdiego. Z dwóch powodów. Brytyjskości nie definiuje się tak jak na przykład niemieckości, na podstawie krwi. Granice brytyjskości w przypadku krajów Commonwealthu nie są jasne i oczywiste. Przedstawiciele indyjskich elit, np. Rabindranath Tagore będac Hindusem, byli zazwyczaj ludźmi dwóch kultur. Salman Rushdi, tymczsem jest znacznie bardziej brytyjski niż Tagore.
Ponadto mamy inny casus. Joseph Conrad jest Polakiem, ale pisarzem brytyjskim, i nie ma tu sprzeczności, bo brytyjskość, jest bardziej pojęciem kulturowym niż etnicznym. Będąc czepliwym powiedziałbym, że to Tolkien nie jest pisarzem brytyjskim, tylko angielskim. Co oczywiście byłoby przesadą.

Pozdrawiam

M.L.

Adanedhel, dnia 16.01.2008 o godzinie 16:28

Timesa – bez apostrofu!

A co do listy – jest to sprawa mocno subiektywna, i gdyby układał ją ktoś inny, Profesor mógłby nawet wygrać. Dla mnie pozostanie on zawsze największym pisarzem, jacy żyli.

czaki, dnia 16.01.2008 o godzinie 16:30

Ja w umieszczeniu Rushdiego też nie widzę nic złego, chciałem jedynie zauważyć, że w przypadku tej listy pojęcie pochodzenia pisarzy jest szerokie.
A zmieniając temat – jak sądzicie, szóste miejsce to za wysoko/za nisko? Z jednej strony Tolkien jest bardzo poczytny i jego prace wniosły bardzo dużo do współczesnej literatury, jednak z drugiej strony niektórzy nadal nie uważają jego książek za literaturę wyższych lotów…

Tallis Keeton, dnia 16.01.2008 o godzinie 22:01

Ratunku, TAO, to pewnie tylko lista najsłynniejszych brytyjskich autorów, i tych, ktorzy zgarneli najwiecej kasy, nie monografia naukowa :)
A poeta to nie pisarz? A rzemieslnik to nie pisarz? Tylko prozaik to pisarz?
Jak dla mnie 6 miejsce to wysoko, zaskakująco wysoko, zwłaszcza, jak na stosunek brytyjskiej krytyki do Tolkiena :)
poz :)
tal

Hyalma, dnia 17.01.2008 o godzinie 12:04

Tutaj John Rateliff w swoim blogu ciekawe komentuje tą listę:

http://sacnoths.blogspot.com/2008/01/britains-50-greatest-postwar-writers.html

TAO, dnia 17.01.2008 o godzinie 13:43

Dlaczego „ratunku”? Czy formułowanie opinii stanowi dla kogokolwiek zagrożenie? A serio: gdyby to była monografia naukowa, nie krytykowałbym jej w ten sposób. Ale to jest ranking, opracowany po to, by kształtować opinię publiczną, a którego kryteria są ukryte przed odbiorcą. Dlatego warto się nad nimi zastanawiać.

Co do meritum: mieszanie poetów i prozaików w jednym rankingu zaburza hierarchię, bo różne są kryteria oceny poezji i prozy. Pytanie, kto był lepszy pisarzem, Prus czy Sienkiewicz, ma sens, analogiczne pytanie w stosunku do Prusa i Wyspiańskiego żadnego sensu nie ma. To samo odnosi się do Larkina i Orwella (choć ten pierwszy jest tez powieściopisarzem, na tej liście znalazł się jako wybitny i modny dziś poeta). A do tego na tej liście znaleźli się też filozofowie-eseiści (sir Isaiah Berlin)…
Podobnie niewiele jest sensu ujmowania w jednym rankingu pisarzy – artystów i dostarczycieli konfekcji literackiej. Tu jednak można się spierać: Rateliff akceptuje to co do zasady, choć też wykreśliłby Moorcocka. Ja nie widzę żadnej racji dla stawiania np. J. Rowling na jednym poziomie z Amisem czy I. Murdoch.
Warto zwrócić uwagę na inną sprawę, podniesioną przez Rateliffa – arbitralne kwalifikowanie, kto jest pisarzem „powojennym”, kto zaś nie: Orwell tak, Auden nie, Tolkien tak, Greene nie. To kolejna wada tej listy. Bo tylko tym można wyjaśnić pominięcie tych dwu (i paru innych): Greene z pewnością zasługuje na miejsce w pierwszej dziesiątce tej listy. Zastanawiam się, na ile na dobór nazwisk miał wpływ poziom sprzedaży w ostatnich latach…
W dyskusji wokół tej listy wymieniane są najróżniejsze opinie, liczne nazwiska pominiętych lub niesłusznie uwzględnionych, ale uderza zgodny chór w obronie Greene’a. I zastanawianie się, czym jest brytyjskość, uwzględniająca Rushdiego i Naipaula, ale wykluczająca Henneya. Ciekawe też, że liczne głosy upominają się o Churchilla, który – o czym mało kto dziś wie (poza Wyspami), był laureatem literackiej nagrody Nobla.

Tallis Keeton, dnia 17.01.2008 o godzinie 23:43

No, masz racje, że istnieją różnice poziomów, i tz stawiałabym Rowling obok Amisa czy Murdoch, tyle, że to jest rnaking tych autorów, z których kraj najbardziej słynie a nie tych, ktorzy naprawdę są wielkimi pisarzami.
Chociaż trudno mi zrozumieć czemu właściwie mielibyśmy porównywać Amisa do Rowling. Bo wtedy, jak to zrobimy to wynik bedzie oczywisty – przewaga Amisa będzie wyraźnia. Tyle, że to niewłaściwe porównanie. To tak, jakby mówić, że ten oto mistrz kajakarstwa jest kiepskim sportowcem, bo przegrał z Kasparowem w szachy :) To inna kategoria, inne gatunki, i przeznaczone dla innego odbiorcy. Autorzy piszacy dla dzieci mogą być przecież wielkimi w swej kategorii, tak, jak zdarza się, że fantasta jest wielki w swej kategorii, ale nie w porównaniu z np klasykiem głównonurtowym. Zdarza się, że klasyk głównonurtowy pisze fantastykę i się ośmiesza, i też fantasta nie powinien sie za mainstream najczesciej brać. Rowling mogłabym porównywać z Tolkienem, Edith Nesbith, Pullmanem, czy Kiplingiem, a nie z Amisem czy Henneyem. To zupełnie wypacza obraz ambitności, przełomowości oraz rangi autora. Nie można Rowling porówninać z noblistami, bo to zagrywka nie fair. Ale w jej kategorii wtej chwili jest jedna z lepszych.

Zastanawiam się, na ile na dobór nazwisk miał wpływ poziom sprzedaży w ostatnich latach…

Właśnie o to mi chodzi, imo to ranking poczytności oraz tego, jak bardzo autor jest rozpoznawalny, jak bardzo jest sławny, własnie, jako _autor brytyjski_. Rowling nie została postawiona na jednym poziomie, z kimkolwiek, bo jest to przecież lista pionowa, z miejscami pierwszym, drugim idt a nie równouprawniająca :)
Może pomineli Henneya, bo jest afair Irlandczykiem a nie Brytyjczykiem?
poz :)
tal

Tallis Keeton, dnia 17.01.2008 o godzinie 23:44

literówka sie wkradła – miało pisać, że „też nie stawiałabym Rowling obok Amisa” :)

TAO, dnia 18.01.2008 o godzinie 11:12

Problem polega na tym, że nie wiemy, jakie jest kryterium tego rankingu. Nawet z wprowadzenia jego twórczyni to nie wynika. Ale celem wszystkich rankingów tego rodzaju, czy to odnoszących się do pisarzy, czy też aktorów lub polityków, jest kształtowanie opinii publicznej.
Co do „rozpoznawalności jako pisarz brytyjski” – Rushdie z pewnością nie jest w potocznym pojęciu kojarzony z brytyjskością, podobnie Naipaul. Co do Henneya, rzeczywiście pominięto go jako obywatela Irlandii; nie wypowiadałem się tu co trafności, wskazywałem tylko, że wzbudziło to protesty.
Zgadzam się w zupełności, że trudno porównywać Amisa i Rowling, Tolkiena i Fleminga. Ale to nie ja zacząłem. Na marginesie – Kipling nie należy do jednej „ligi” z Pullmanem i Nesbith: „Księga dżungli” to margines twórczości tego pisarza, tworzącego przede wszystkim beletrystykę obyczajową (tzw. realistyczną), a także poety dużego formatu.
Jest jeszcze jeden aspekt takich rankingów, trudny do prześledzenia dla znakomitej większości cudzoziemców: sprawność językowa, będąca jednym z głównych elementów oceny twórczości literackiej. To za nią cenimy zwłaszcza poetów, to przede wszystkim za nią wyróżniony został Noblem Churchill. Tu mam niewiele do powiedzenia, ale mogę powiedzieć, że i na tym polu Orwell wyraźnie ustępuje Goldingowi, a Tolkien jest niewątpliwie jednym z mistrzów słowa angielskiego.

Zostaw komentarz