Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Za to warto walczyć…

Plakat rekrutacyjny z I wojny światowej - nadesłał TAOTadeusz A. Olszański nadesłał nam ciekawy brytyjski plakat rekrutacyjny z czasów I wojny światowej. Grafika przedstawia żołnierza, wskazującego na sielski krajobraz i mówiącego „Czyż za to nie warto walczyć?”. TAO pisze, że sposób przedstawienia krajobrazu (rzut z lotu ptaka, odrealniona kolorystyka) przywodzi na myśl obrazek Tolkiena, przedstawiający Hobbiton.

Czyżby Tolkien świadomie lub nieświadomie zainspirował się tym lub podobnym plakatem?

Grafika J.R.R. Tolkiena, przedstawiająca Hobbiton

Westron (English):

This interesting First World War recruitment poster (above) sent to us by Tadeusz A. Olszanski (TAO) shows a soldier pointing at a rustical English landscape and asking: „Isn’t this worth fighting for?”. TAO writes that the way the landscape is presented there and the colours bring to mind J.R.R. Tolkien’s picture of Hobbiton.

Is it possible that Tolkien was inspired by the poster he could see during the Great War?

Kategorie wpisu: Biografia Tolkiena, In Westron (English)

14 Komentarzy do wpisu "Za to warto walczyć…"

Gejzer Butelkowiec, dnia 08.01.2008 o godzinie 23:15

No pewnie. Mam też inną teorię. Na pagórkowaty Hobbiton Tolkien wpadł przyglądając się obrazowi Rubensa, „Trzy Gracje”. Moim zdaniem to oczywiste!

Tallis Keeton, dnia 10.01.2008 o godzinie 4:56

Oba pagóry są zielone, też mi wielkie podobieństwo :)
poz :)
tal

dagobert, dnia 10.01.2008 o godzinie 19:15

Mylisz się Tallis. Podobieństwo jest b. wyraźne. Chmury są bardzo podobnie brzuchate. Cumulusy. Postać na pierwszym planie to archetypowy pierwowzór Aragorna czyli antropomorficzna personifkacja idei Dunedainowego rangeringu. Pobieżna analiza jungowska pozwala na interpretację motywu zakręcającej drogi na Pagórek jako ekspresja nieświadomych zbiorowych treści Ducha Anglii czyli toposu there is long way to Tipperary (w Irlandii Płn). System grodzeń i topografia miedzologiczna wskazuje na afirmację stosunków feudalno-wczesnokapitalistycznej wsi. Uderza blokada w transmisji artystycznej estetyki różowych dachów, co może wskazywać na homoerotyczne zdezorientowanie. Podobnie wydłużenie przebiegu białej dróżki.

dagobert, dnia 10.01.2008 o godzinie 19:20

I nie w Płn. tylko Pd.

Galadhorn, dnia 10.01.2008 o godzinie 20:46

– Ale śmieszki z tych tolkienistów – pomyślał sobie przebiegający dróżkę królik…

dagobert, dnia 10.01.2008 o godzinie 21:43

Hmm królik? A w jakim kolorze? Czy aby nie różowy?

Galadhorn, dnia 10.01.2008 o godzinie 21:46

Nie, biały jak śnieg…

Tallis Keeton, dnia 12.01.2008 o godzinie 9:21

Ale tak serio to styl obu rysunków jest wyraźnie podobny, mam na mysli technikę i taką sielankową jakość, jak z obrazków prymitywistów. Ale, to, że oba obrazy są do siebie podobne nie świadczy, że się Tolkien akurat zainspirował plakatem. Wiele obrazów jest podobnych a powstawały w innych czasach, miejscach i autorzy nie mogli sie znać. Pewnie, że mógł znać ten plakat skoro był w armii, (choc pewnie byly i setki podobnych) ale, jednak to, że mógł go znać to jeszcze nie wszystko. Nie ma to jak domyślanie się. Ciekawe czegoż się jeszcze można domyślić, byleby więcej tekstów okołotolkienowskich natłuc? :) Eh, ludzie…

Ankali, dnia 13.01.2008 o godzinie 23:28

Zaraz zaraz, w ilustracji przedstawiającej Hobbiton pagórek jest jeden, umiejscowiony centralnie, w dodatku wygląda na porządną Eliadowską Górę, co to ma jakieś funkcje czy konotacje religijne. Za tą koncepcją przemawia element Drogi (błędnie interpretowany przez post-marksistów jako afirmacja stosunków feudalno-klasowych). I ten homoerotyzm w plakacie to też naciągany, bo falliczna symbolika elementów pionowych (np. kominów) skutecznie go wyklucza. Należy raczej podejrzewać afirmację patriarchatu (w jego najbrutalniejszej, militarystycznej postaci) i hierarchii społecznych, w przypadkach obu przedstawień.
…tym bardziej niepokoi motyw króliczka (i to bez względu na jego ubarwienie), dopowiedziany przez Niektórych Interpretatorów.
Życzę miłego dalszego „domyślania się”…

dagobert, dnia 14.01.2008 o godzinie 2:05

Pragnę się sprzeciwić!
Postmarksistwoska interpretacja obejmuje treści reprezentowane w obu ilustracjach przez przebieg miedz i grodzeń nie zaś dróżek. Natomiast motyw (wydłużonej) drogi, podobnie jak niepozorne akcenty kominowe absolutnie nie wykluczają homoerotycznych konotacji oczywiście w klasie chromosomalnej XY. Zwłaszcza różowe dachy z kominami! Nie wykluczone są również projekcje innych faz inicjacji seksualnej twórcy plakatu (a skutecznie zablokowane w ilustracji T.) reprezentowne przez dłoń ujmującą karabin. (kolejny akcent pionowy)
Ponadto rzekoma afirmacja patriarchialnych wartości i hierarchicznego podporządkowania zostaje podświadomie zakwestionowana przez garderobę postaci. Spódniczka w kolorze lila. Natomiast geometria Pagórka nawiązująca do archetypowego wyobrażenia ziemi jak Alma Mater (matki karmiącej) wprost asocjuje z kobiecym pierwiastkiem sakralności naturalno-przyrodniczej teologii. :)

Ankali, dnia 14.01.2008 o godzinie 13:43

:) :) Wygląda na to, że uzyskaliśmy zwięzły wykład idei, za które absolutnie nie warto walczyć (inaczej niż zakotwiczone w toposie Hobbitonu, a rozpoznawalne w wywmiarze społecznym i symboliczny, niektóre elementy rzeczywistości).
Przyjmując teoretyczną możliwość alternatywnych interpretacji jednak bym jeszcze popolemizowała, ale się boję, że Aministratorzy pogonią nas z forum za te wraże ideologicznie i szkodliwe obyczajowo dywagacje. ::)
Chciałabym tylko zauważyć, że nazywanie rzeczonej części garderoby w kolorze lila „spódniczką” jest nadinterpretacją i nie spełnia wymogów intersubiektywnej sprawdzalności (bo nie widać dokładnie).
Odrzucając przestarzałą, bo wyrastającą z topornego i totalitarnego racjonalizmu zasadę intersubiektywnej sprawdzalności i w oparciu o własną, kobiecą, niebłądzącą intuicję chcę stwierdzić, że – po pierwsze – to nie jest krótka spódnica, po drugie – nawet gdyby była, to dawno już jej pole semantyczne nie obejmuje konotacji z zakresu inicjacji seksualnej, a jest po prostu zdegradowanym do estetycznego (częściej – nieestetycznego) rekwizytu symbolem emancypacji kobiet z lat 60. Oczywiście taka interpretacja sprzeciwia się zasadzie historyzmu (w okresie I wojny nikt nie słyszał o tak krótkich spódniczkach), ale i ta zasada, z powodów wymienionych w odniesieniu do pierwszej, jest już przestarzała. :)
Pozdrawiam

dagobert, dnia 14.01.2008 o godzinie 17:55

Administracja będzie raczej wdzięczna za merytoryczny odzew na ciekawy i poznawczo cenny materiał.

Obrona hipotezy spódniczkowej pójdzie więc po linii logiczno-historyczno-militarnej. Wpierw (1) argumentem z zasady wyłączonego środka buduję rozumowanie: musi mieć coś na dole, nie są to spodnie ergo… :) i dokonuję (2) dzieła wskazując na historyczno-tekstylne tradycje co wyżej zamieszkałych mieszkańców Wysp (Caledonia vel Scotia Minor et caetera) odzwierciedlone w doborze garderoby dla niektórych formacji wojskowych.

Kryteria naukowości wskazane w polemice odnosza się zasadniczo do nauk przyrodniczych, w naukach kulturowych w szczególności humanistycznych – a już w zorientowanych estetycznie najszerzej – znajduje zastosowanie metodologia rozumiejąca oraz kryteria opisowo-ocenne zakotwiczone argumentacyjnie w historycznych systemach wartości.

Stąd odrzucenie intersubiektywnej sprawdzalności empiryczno-optycznej na rzecz rozumienia popartego kobiecą intuicją i spódniczkowym doświadczeniem zasługuje na akceptację jako trafny wybór metodologiczny ! :) Pomimo nietrafności argumentacji en masse

Ankali, dnia 15.01.2008 o godzinie 0:13

Hmmm… nie wiem, czy administracji chodziło akurat o „merytoryczny odzew” w kwestii spódniczki i okolic. W tych dziedzinach zresztą, jak mi się wydaje, postulat intersubiektywnej sprawdzalności mógłby mieć pewne zastosowanie. Został jednak zgodnie odrzucona i nie pozostaje nic innego, jak być tu konsekwentnym…
Utrzymujemy więc zgodność metodologiczną, która jednak (w intelektualnej pogoni za króliczkiem i spódniczką) prowadzi do skrajnie różnych wyników interpretacyjnych. Przeciekawe! :)

dagobert, dnia 15.01.2008 o godzinie 1:02

Nie my czytamy wiersze tylko one nas :) pozdrawiam

Zostaw komentarz