Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Tolkien – jak długo?

Jedna rzecz łączy wszystkich czytelników tego serwisu – interesują się, interesowali lub zaczynają interesować się twórczością Tolkiena. Twórczością rozległą, rozległym światem, jaki stworzył, w którym wciąż zatapiają się kolejne pokolenia. Na jak długo jednak? Kiedy taki zatopiony w końcu zostaje wyciągnięty z wody i znów zaczyna oddychać zwykłym, codziennym powietrzem? Sprawa z pewnością bardzo indywidualna.

O czym ja w ogóle piszę? Co mnie doprowadziło do tych wniosków? Otóż ostatnio często wśród osób związanych z fandomem słyszę podobne frazy: “mój tolkienizm umarł”; “chyba już ze Śródziemia wyrastam”, “znudziło mi się”. Wielu czytających zapewne zdziwi się, że tak różnorodny i wspaniały świat jak Arda może się po prostu znudzić. Przecież tyle w nim uroku, tyle w nim rozmaitych miejsc, postaci, nawet czasów, bo przecież ta historia toczy się przez wiele tysięcy lat. Tak wiele można u Tolkiena odkryć, poznawać go wciąż na nowo. A jednak to się zdarza. Trochę chodzi o to, co starał sie nam wytłumaczyć autor Małego Księcia – dorastamy i ślepniemy, wyobraźnia zamiera a małe szczęścia i zachwyty przesłania codzienność. Jak znaleźć czas na nierealny świat, gdy ledwo nam go starcza na problemy tego realnego? Ponadto często w życiu odnajdujemy coś nowego, zainteresowania, które odsuwają Śródziemie na bok. W pewnym momencie zauważamy, że książki pokryły się kurzem, płyty dvd przyrosły niemal do pudełek a mapa na ścianie już nie przyciąga wzroku, który kiedyś podróżował po niej, spragniony tego świata. I zauważamy też, co jest chyba istotą tolkienowskiego wypalenia, że taki stan rzeczy wcale nam nie przeszkadza.
Tylko czy z Tolkiena naprawdę można wyrosnąć? Czy naprawdę może się on znudzić raz na zawsze? Nie wyobrażam sobie człowieka, który by mimo woli nie obejrzał się, zobaczywszy przypadkiem w księgarni półkę z książkami, w których kilka lat temu się z pasją zaczytywał. A bywa, że tolkienizm zamrze, by kiedyś się odrodzić jako jeszcze większe, dojrzalsze i silniejsze zainteresowanie. Kogo raz śródziemie oczarowało chyba nigdy nie zapomni o nim na zawsze, a często jego zainteresowanie przetrwa długie lata, jak w przypadku znanych postaci z fandomu, np. Elka Bregalada, Galadhorna czy MumakiLa i być może, jak w przypadku wymienionych ludzi, zaowocuje inicjatywami, które zaskarbią Tolkienowi kolejnych fanów, jak i ucieszą tych starych, których tolkienizm być może nieco skostniały znów się pod ich wpływem rozwinie.
Tolkien jest bowiem twórcą, do którego można powracać wielokrotnie, za każdym razem odkrywając go z innej strony. Ja sam zazwyczaj do Śródziemia powracam zimą. Ta pora roku nastraja mnie właśnie w duchu Śródziemia i wtedy najwięcej mnie świat stowrzony przez Tolkiena zachwyca (bym z kolei wiosną powrócił do Gwiezdnych Wojen). Jedno jest pewne – bardzo mało prawdopodobne jest, że zainteresowanie Tolkienem, w zasadzie chyba jakiekolwiek zainteresowanie przetrwa bez odnajdywania w nim coraz to nowszych rzeczy. Niektórzy poznają kolejne, mniej popularne teksty, inni próbują rozwijać Śródziemie we własnym zakresie, pisząc fanfiki, jeszcze inni odnajdują w Śródziemiu inspirację dla własnej twórczości – czy to literackiej, czy plastycznej, czy jeszcze innej. Przesadą więc chyba jest powiedzenie “mój tolkienizm umarł”. Chyba bardziej adekwatne dla osób, które przestają się aktywnie interesować Śródziemiem jest stwierdzenie “mój tolkienizm usnął”. Bo niemal pewne jest, że kiedyś się znów obudzi.

Kategorie wpisu: Felietony tolkienowskie

10 Komentarzy do wpisu "Tolkien – jak długo?"

Galadhorn, dnia 21.12.2007 o godzinie 17:15

Eldarionie, fajny, mądry felieton. Dziękuję. Ja też wierzę, że jak kogoś kiedyś “tolknie”, to ten “elfi czar” już na zawsze w nas zostaje. Mój tolkienizm też miewa swoje chwile mniejszej aktywności. Ale pasja wraca. I wraca w nowych postaciach, wiąże się z nowymi sferami zainteresowań. Nie chciałbym być “nie-tolknięty”.

Pozdrawiam wszystkich!

Galadhorn

eowyn, dnia 21.12.2007 o godzinie 17:30

Fajny felieton. Literufffka w ostatnim akapicie w słowie “mniej” tylko do poprawki ;-)

Eldarion I, dnia 21.12.2007 o godzinie 20:13

Dziękuję za miłe słowa, w sumie to literówka była impulsem do napisania tego felietonu – zajrzałem szybko na serwis, wgłębiłem się w starsze newsy, znalazłem literówkę w swoim starym wpisie, poprawiłem i wtedy mnie tknęło, by napisać ;)

Dag, dnia 21.12.2007 o godzinie 21:12

“Nie wyobrażam sobie człowieka, który by mimo woli nie obejrzał się, zobaczywszy przypadkiem w księgarni półkę z książkami, w których kilka lat temu się z pasją zaczytywał.”
To wyobraź sobie mnie ;) Nie mam zwyczaju oglądać się za książkami i generalnie księgarnie nie należą do moich ulubionych sklepów.

Mój tolkienizm (chociaż raczej to było tolknięcie) umarł, w momencie kiedy kolejne wpisy na forum utwierdzały mnie coraz bardziej w fakcie, że nie pasuję ani do tego towarzystwa, ani do tej książki. Ot, dwa różne bieguny.
Nie wiem co by się musiało stać, żeby mój tolkienizm odrodził się na nowo. Przykre troszkę, ale po hmm… sześciu latach już nic, ani w książkach, ani w fanfikach mnie nie rusza. Tematy tolkienowskie od dawna odznaczam jako przeczytane, Elendilion czytam z przyzwyczajenia.
To, co mnie w tych książkach pociągało, w jakiś sposób nadal fascynuje, ale nie traktuję już tego z takim zapałem. Równie dobrze mogłaby to być inna książka, inny autor; w końcu to tylko fikcja literacka, miła odskocznia od rzeczywistości, która jednak nie może trwać w nieskończoność :)
Wy analizujecie, Was cieszą nowinki (wydanie takiej czy śmakiej książki Tolkiena/o Tolkienie) – mnie już nie.

Tornene, dnia 21.12.2007 o godzinie 22:36

Z Tolkienem jest jak z oceanem dla Elfów. Kto raz usłyszy ten szum, nie wybawi się od niego na wieki. Wiadomo, że jest to “sport” dla długodystansowców i nie można wciąż szaleć “na maxa”, mimo wszystko trudno jest wybawić się od czaru, jakim jest proza tego człowieka.

Jak długo? – pytasz drogi Eldku – ano ile się da. :)

Dzięki za ciekawy felieton.

Findis, dnia 21.12.2007 o godzinie 23:30

Zamurowało mnie! Naprawdę świetny felieton! Nic dodać nic ująć!

Tallis Keeton, dnia 22.12.2007 o godzinie 0:21

To naprawdę świetny tekst :) Brawo :)
Mogłabym potwierdzic tylko, że tolknięcie nie ginie, ale jest jak sinusoida – raz więcej raz mniej go jest. No, pewnie, że nie stale się je ma, przy sobie, gdzieś pod ręką. Bo nie zawsze jest czas odpowiedni, ie zawsze okoliczności są. Czasem jesteśmy w innym towarzystwie nie-tolkniętym, Czasem nie mamy czasu :) albo musimy skupić się na innych tematach. Albo nawet wybieramy inną rozrywkę. Nie zawsze zainteresowanie zbliża się w te okolice, nie zawsze myśli się o tym, nie zawsze równie intensywnie przeżywa te ksiązki, ich świat, fanowskie wydarzenia i rozmowy. Można mieć różne podejście do Tolkiena, można mieć w różnym czasie i w różnym wieku, różną intensywność interesowania się i przeżywania (oraz przetwarzania). Ale jednocześnie zawsze pamiętajmy, że jak jakaś droga zaczęła się nam od Tolkiena to może pobiec i w inne rejony, i gdzie indziej się skończyć. Może od książek zacząć i dojść i do plastyki, i do filmu, komiksu, albo do filozofii, filologii czy archeologii i historii. Można nawet, jak ja z 7 – 10 lat nie czytać książek
i nadal w inny sposób kontaktować się z tolkienowskim światem i okolicą :) A moim zdaniem u większości odbiorców to bycie fanem przeniknęło do głębi mózgu – zwłaszcza, gdy czytali w wieku nastoletnim – i można by to wyrzucić z niego tylko przez trepanację :) Mogłabym tu sparafrazować narnijski tekst – Kto raz był królem w Narnii, na zawsze będzie królem. Kto raz był fanem Ardy na zawsze fanem pozostaje.
poz :)
tal

Ninquelen, dnia 22.12.2007 o godzinie 1:42

U mnie z tolkienizmem było… hm, jak było. Gdy poznałam Środziemie, zachwyciło mnie ono, przez jakiś czas zagłębiałam się w nie… A potem przyszło uspokojenie. I inne fascynacje, inne zainteresowania… Od czasu, gdy pierwszy raz spotkałam się z twórczością Tolkiena, minęło już sporo czasu. Dorosłam. i niedawno uznałam, że nie uważam się za tolkienistkę ani nikogo w tym stylu. Dlaczego? Bo ja to ja. Ukształtowało mnie wiele rzeczy. Te rzeczy sprawiły, że jestem tym, kim jestem, że zachwycają mnie konkretne rzeczy… I to nie był tylko Tolkien. Miejsce, do którego wracam, które jest we mnie, to nie Śródziemie ani Aman. To świat mitów nordyckich, celtyckich… Ale Tolkien ma w tym swoją rolę. Bo jego twórczość była wśród tego, na czym wyrosłam. Między innymi dzięki niemu jestem taką osobą, jaką jestem. Pewne pomysły i rozwiązania z Ardy mi się nie podobają i między innymi dlatego nie identyfikuję się z tym światem. Ale nie muszę.
Kiedyś Tolkien był mi bliższy, teraz jest inaczej. I nie wypieram się tego. To część całości. Nie uważam się za tolkienistkę, bo nią nie jestem. Traktuje Tolkiena jako część tego wszystkiego, co mnie ukształtowało. A jestem sobą. Czasami nie mam najmniejszej ochoty na kontakt z dziełami Tolkiena, czasami coś poczytam… Nie ekscytuję się nowościami i informacjami. Jestem na forum tolkienowskim głownie dlatego, że to jest jedna z rzeczy, które istnieją w moim życiu. Nie najważniejsza, nie najbardziej kochana, po prostu jedna z nich…
To nie jest najlepsze wyjaśnienie. Może kiedyś napiszę lepsze.

Zair Ugru-nad, dnia 22.12.2007 o godzinie 11:32

“Ja sam zazwyczaj do Śródziemia powracam zimą. Ta pora roku nastraja mnie właśnie w duchu Śródziemia i wtedy najwięcej mnie świat stowrzony przez Tolkiena zachwyca”

Jeśli chodzi o porę roku, dla mnie jest to zdecydowanie jesień oraz zima. Ta pierwsza – złota, przechodząca w listopadowe mgły snujące się wśród nagich drzew, a druga – jak najbardziej mroźna i śnieżna. W takich sceneriach widzę Śródziemie, odkąd po raz pierwszy się z nim zetknęłam na kartach powieści. Poza tym długie późnojesiennie i zimowe wieczory sprzyjają czytaniu, słuchaniu muzyki i wszelkim Śródziemnym zajęciom, którymi można się zająć we własnych czterech ścianach.

Niedawno się też zastanawiałam, czy moje podejście do Śródziemia się zmienia? Owszem, zmienia się – poprzez wnioski, spostrzeżenia, kolejne odkrycia oraz postawione pytania. Ale te zmiany to nie jest zwrot o 180 stopni, ale po prostu wszystko robi się bardziej spójne. Może to zabrzmi dziwnie, ale tak naprawdę ze Śródziemia wzięłam sobie głęboko do serca jedną rzecz – nieważne, czy robię rzecz małą czy też wielką – zawsze staram się w to wkładać tyle umiejętności i własnego potencjału, na ile mnie stać. Niezależnie od tego, czy jest to sparring na treningu, praca nad kolejnym projektem, składem książki, czy też fotograficzny plener. Wszystko to jest dla mnie ważne, choć nie zawsze łączy się bezpośrednio ze Śródziemiem.

Zasadniczej zmianie uległo natomiast co innego – wolę się oddawać przyjemności bycia w Śródziemiu w samotności lub kameralnym towarzystwie najbliższych przyjaciół. Przestałam natomiast czuć potrzebę brania udziału w tłumnych imprezach i spotkaniach, czy też intensywnego udzielania się na forach. Wychodzę jednak z założenia, że bycie w Śródziemiu i aktywność w fandomie nie musi zawsze iść ze sobą w parze. Jeśli ktoś lubi się czuć “osobistością publiczną” w tolkienistycznym środowisku – jego wybór. Ja wolę w tym czasie z fotograficznym palantirem przemierzać północne szlaki oraz z mieczem w rękach stoczyć kolejny “pojedynek” ;-) A wieczorem usiąść i wziąć książkę lub pióro.

Gilraen, dnia 06.01.2008 o godzinie 14:53

“W królestwie czarów istnieją morza, Słońce, Księżyc, Ziemia i wszystko – co się na niej znajduje, a więc : drzewa i ptaki i kamienie, chleb i wino, i my, śmiertelnicy, jeśli nas zaklęto..” – J.R.R. Tolkien.
Nie mam nic przeciwko temu, że już dawno uległam owemu “zaklęciu”, które “rzucił” na mnie Mistrz poprzez Swe utwory i szczerze mówiąc nie mam zamiaru (jeszcze bardzo długo, a może nawet i dłużej) oswabadzać się z niego. Bo Tolkien urządził i urzeczywistnił Ardę i pozwolił nam na niej zamieszkać – jeżeli tylko ktoś tego zapragnie.. A przecież cały ten przebogaty świat z całą jego złożonością, dziedzictwem – ale i z kosmicznym ładem , który nim rządzi – trwał będzie tak długo- jak pozwolimy mu istnieć w naszych sercach i myślach (choć wiem, że to duże uproszczenie i może zabrzmieć jak slogan – co nie jest moją intencją ).
Zawsze znajdzie się ktoś, kto napisze kolejną bardzo mądrą rozprawę na temat Tolkiena i Jego spuścizny, ktoś kto Go skrytykuje lub “odkryje” na nowo, ktoś kto będzie z Nim polemizował i szukał kolejnych sposobów, by dzięki Niemu, choć na chwilę stać się sławnym — ale Tolkien obroni się sam i przetrwa kolejne mody, trendy, opinie na Jego temat – bo stworzył arcydzieła- na których wyrosło niejedno już pokolenie. Mam nadzieję, że to się nie zmieni. ( Nie chodzi bynajmniej tylko o to, że czytanie Jego książek zapobiega analfabetyzmowi – bo są długie- i w ogólnym kanonie zaliczone jako kształcące–) Ja po prostu czuję to tak : dobrze czasem jest móc zamieszkać na Tol Eressei, a potem wrócić tam jeszcze raz, i raz…
Do tolkienowskiej wizji świata, trzeba znaleźć “klucz”, który otwiera drzwi do zrozumienia istoty niekończącego się zachwytu nad Krainą zwaną Ardą — bez tego “klucza” niestety nie da rady—–
Parafrazując więc słowa Norwida : ” Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie – Dwie tylko : dzieła Tolkiena i dobroć… i więcej nic…”
Takie jest moje zdanie, na temat “Tolkien – jak długo?” ( a propos – gratuluję tekstu!)
Pozdrawiam;))
Gilraen

Zostaw komentarz