O złagodzonej skali miłosierdzia, czyli jak kochać ludzi „po tolkienowsku”
Dziś wschodzący Księżyc objawił mi się przeogromnym! Było to około godziny 15.00. Na stalowym zimowym niebie widniał jak potężna bałwanowa kula, uszczerbiona tylko troszeczkę (bo za dwa dni pełnia – spoglądam właśnie do mojego tolkienowskiego kalendarza…). W którymś z czasopism naukowych czytałem niedawno o zupełnie niezwykłych wnioskach z badań nad obrazem Księżyca wiszącego nad horyzontem. Zauważyliście być może, że Ithil (sindariński ‘Księżyc’) wydaje się wtedy dużo większy, niż gdy wisi wysoko nad naszymi głowami? Gdy jednak zmierzyć średnicę Księżyca w tych dwóch położeniach, okazuje się, że jest… identyczna! Uczeni przypuszczają, że nasz mózg interpretuje ciała niebieskie położone bliżej horyzontu jako większe i wyraźniejsze, bo tak samo traktuje wszystko, co mamy w perspektywie horyzontalnej bezpośrednio przed naszymi oczami. Nasi przodkowie musieli bardzo uważać w puszczy i na sawannie…
Piszę o tym „powiększonym” Księżycu z powodu zupełnie nieastronomicznego. Choć astronomiczna jest skala zjawiska, o którym napisać pragnę. Chodzi o tzw. „miłość bliźniego”, a do tego chciałbym dotknąć tego tematu z perspektywy tolkienowskiej. Obiecuję, że nie będę za długo przynudzał.
J.R.R. Tolkien w listach (wydanie polskie str. 487-488) pisał:
Samym sobie musimy przedstawić absolutny ideał bez żadnych kompromisów (…), a jeśli nie będziemy mierzyć najwyżej, z pewnością nie osiągniemy tego, co moglibyśmy osiągnąć. Do innych, a w każdym razie do tych, o których wiemy wystarczająco dużo, by wydać osąd, musimy stosować skalę złagodzoną przez “miłosierdzie”.
Piękna myśl. Uniwersalna, bo mogłaby dotyczyć każdego z nas. Ileż to razy zdarza się nam wpisywać do różnych loży szyderców i kącików zołz złośliwych. Jak łatwo krytykować, obśmiewać, szydzić, a jak trudno powiedzieć o kimś szczerze coś dobrego? A tymczasem „widzisz drzazgę w oku swego brata, a w swoim belki nie dostrzegasz”? Czy nie uczciwiej jest zająć się własnymi przywarami? Każdy bez wyjątku ma z sobą jakiś problem. Kochać bliźniego „po tolkienowsku” to stosować do drugiego człowieka złagodzoną skalę miłosierdzia. Tako rzecze Tolkien… Tak też zdają się mówić ci dobrzy bohaterowie jego książek: Gandalf, Faramir, Frodo…
To nie jest wykład „o naśladowaniu Tolkiena”. Nie, nie bójcie się, felietonista nie pragnie budować Profesorowi ołtarzyka, bo ma świadomość, że i J.R.R. Tolkienowi zdarzało się nie raz potępić, wyszydzić, skrzywdzić. Spójrzmy prawdzie w oczy – każdemu z nas się to zdarza. Cytuję Tolkiena, bo uważam, że mądre rzeczy chciał przekazać swoim czytelnikom i adresatom swoich listów. Cytuję Tolkiena, ale nie piszę o nim jakby był Sanctus Reginaldus Tolkien. Tolkien nie musi być z brązu i marmuru, nie musi być z żelaza, żeby warto było go posłuchać. Jak mądrze w jednej z naszych dyskusji napisał Tadeusz A. Olszański:
(…) uzależnienie wiarygodności głoszenia określonego poglądu od tego, czy głoszący sam się do niego w pełni stosuje, czy w pełni spełnia wynikające zeń wymagania, może mieć uzasadnienie na gruncie etyk heroicznych (np. komunistycznej), ale nie – na gruncie etyki chrześcijańskiej, u podstaw której leży akceptacja tego, że jesteśmy niedoskonali, słabi i nie dorastamy do Prawd, które wyznajemy.
Tu nie chodzi o to, żeby być „jak Tolkien”, ale o to, że warto pokochać te ideały, które on pokochał. Bo to dobre ideały są. Naprawdę.
* * *
P.S. Czemu ten Księżyc na początku? Bo trochę ostatnio zabolało, a órenya quetë nin, że nie warto iść drogą odwetu… Felietony są z natury osobiste. Zaś Księżyc obserwowany na przystanku autobusu linii D pomógł mi pewne sprawy przemyśleć.
Kategorie wpisu: Felietony tolkienowskie


4 Komentarzy do wpisu "O złagodzonej skali miłosierdzia, czyli jak kochać ludzi „po tolkienowsku”"
Dag, dnia 22.11.2007 o godzinie 22:10
“A tymczasem „widzisz belkę w oku swego brata, a w swoim drzazgi nie dostrzegasz”? ”
Porzekadło jest odwrotne: widzisz drzazgę w oku swego brata, a w swoim belki nie dostrzegasz.
Ja wolę słynne: Nolite iudicare, ut non iudicemini.
O ile lepszy byłby świat gdyby każdy się do tego stosował… albo potrafił powiedzieć zwykłe, krótkie “przepraszam”, które diametralnie zmienia każdą, nawet najgorszą sytuację.
Ot refleksja wieczorna znad lektury o pogrzebach rzymskich
Galadhorn, dnia 22.11.2007 o godzinie 22:11
Racja, Dag. Już to poprawiam. W sensie dosłownym i metaforycznym
Pozdrowionka i przepraszam…
dagobert, dnia 22.11.2007 o godzinie 22:43
Gdy do boju ruszam w kawalkady czole

Z moralności lancę, pancerz mam z etyki
Miłosierdzia raczej unieść tarczę wolę
Gdy odwrotu mus bo gniotą przeciwniki
Choć nie zwykł drogowskaz podążać do miasta
Choć nie zwykła gosposia przepis kłaść do ciasta
Choć rodzic jak szewc klnie, a dzieciom zabrania
Ksiądz zaś prorodzinne wygłasza kazania
Wola jedna człowiecza, właśnie to mnie wnerwia
niech exempla trahunt i niech docent verba
A dzisiejszy księżyc przypominał mi raczej smakowity ser…
Ankali, dnia 23.11.2007 o godzinie 21:06
Galadhornie, o przynudzaniu mowy nie ma, bo jesteśmy wolnymi ludźmi, w wolnym kraju, i jak ktos się znudzi do dalej może nie czytać.
Ja jestem jednak rozczarowana doczytawszy, bo – choć od niedawna czytam Twoje refleksje – polubiłam je także za to, że jest w nich dużo prowokującej dyskusję jednoznaczności. A czemu tym razem tak niekontrowersyjnie z okazji tego Księżyca…?
PS
U nas w Krakowie jest dzisiaj mgła, a wokół Księzyca piękne halo, więc też jest na co popatrzeć.
Zostaw komentarz