Niewiarę zawieszać… ale rozważnie
A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat,
lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. (J 3,19)
Dziś będzie krócej niż zwykle…
Dobra fantazja to – zdaniem Tolkiena – taka kreacja mitopoeiczna (czyli w prostszym języku dzieło fantastyczne), która pozwala zawiesić niewiarę. Niewiara w fantazje pisarzy to naturalna obrona naszego rozumu. Cała magia literatury, artystyczne “hocus-pocus” polega na tym, żeby nasz rozum na chwilkę choćby przechytrzyć. Pisarz ma moce, które użyte we wprawny sposób mogą naszą niewiarę zawiesić. Decyduje tu warsztat, dobry koncept, atrakcyjność świata przedstawionego przy jego spójności i logice.
Oglądałem wczoraj kontrowersyjny niemiecki film pt. Upadek (ale nie chcę roztrząsać tu kwestii dotyczących przedstawiania Hitlera jako oszalałego, bardzo zagubionego ale prywatnie dobrotliwego dziadka). Pomyślałem sobie też o tym, że przecież ideolodzy narodowego socjalizmu w Niemczech przedstawili swojemu narodowi mit rasowej wyższości Niemców, baśń o dawnej potędze i przyszłej chwale, sagę bohaterską o niezwyciężonych Aryjczykach. Fantazje, bajki, mity. Jednym słowem – bajdurzenie. Albo autorzy tej “mitologii” mieli w swym ręku taki kunszt, albo odbiorcy byli tak niewyrobieni, a jednocześnie otwarci na podobne treści – faktem w każdym razie jest to, że Adolf Hitler i S-ka skutecznie “zawiesili niewiarę” swoich ziomków na dobrych kilkanaście lat! Ku zgubie świata… To zawieszenie niewiary kosztowało życie 50 mln ludzi. Ile więcej osób upadło, cierpiało, zginęło przez “zawieszenie niewiary” w mit komunizmu? Żadna Czarna księga nie umie podać dokładnej liczby. Ludzie XX i XXI wieku mają jakąś fatalną skłonność do “zawieszania niewiary” w mitologie polityczne.
Słyszałem w wielu dyskusjach internetowych, że zło książkowe (czyli na przykład osobistości w rodzaju Morgotha, Voldemorta, Imperatora ze SW czy choćby Królowej Śniegu) to tylko zło fantastyczne. Że zabawa w stawanie po jego stronie to tylko zabawa w świecie fantazji. Że nie ma to przełożenia na nasze życie, bo to przecież tylko zabawa. A ja – coraz bardziej zramolały dorosły – nie umiem się pozbyć obawy, że takie “zabawy”, czyli dwoma słowami to, co na początku felietonu nazwałem za Tolkienem “zawieszeniem niewiary”, to doświadczenie ciekawe, twórcze, naturalne dla osób wrażliwych na sztukę, może być jednak niebiezpieczne, jeżeli brakuje w nim rozwagi i ostrożności. Bo byli w XX wieku tacy, którzy zawiesili swoją niewiarę w mity tak mocno, że ucierpiały na tym dziesiątki, setki milionów niewinnych istnień.
Już słyszę głosy zżymania się, że przecież Mein Kampf to nie jest dzieło fantastyczne, że nie można go porównywać z Silmarillionem czy Władcą. Jasna sprawa! Jest jednak coś, co je łączy – to bardzo silna wizja innej, wykreowanej przez marzenia i pragnienia twórcy rzeczywistości. A żadna dobrze skonstruowana fantazja nie pozostawia nas obojętnymi. zaś literatura miała, ma i mieć będzie moc wpływania na nasze życie. Nie lekceważmy siły mitopoeicznej! I z rozwagą zawieszajmy naszą niewiarę!!!
Kategorie wpisu: Felietony tolkienowskie


10 Komentarzy do wpisu "Niewiarę zawieszać… ale rozważnie"
tomgoold, dnia 24.07.2007 o godzinie 18:21
Ciekawy felieton, jednak “Mein Kampf” nie tylko nie jest dziełem fantastycznym a raczej nie jest dziełem w ogóle. To tylko grafomańska i chora wizja rzeczywistości. Z punktu widzenia literatury to potworny gniot, pomijając fakt, że autorem jest jeden z największych zbrodniarzy w historii ludzkości. Nigdy nie określiłbym też tej książki jako “dobrze skonstruowanej fantazji”. W ogóle trudno mi uwierzyć, że poza historykami ktoś jest w stanie przez to przebrnąć z własnej woli.
Galadhorn, dnia 24.07.2007 o godzinie 18:58
Zgadzam się. Czytałem to “dzieło” we fragmentach w polskim przekładzie i nie jest to żaden słowny majstersztyk. Ale z drugiej strony wizja nazistów, wizja “czystego świata” i “aryjskiej supremacji” to przecież pewna (złowroga) fantazja projektowana na przyszłość. Zawładnęła ona świadomością społeczeństwa niemieckiego, choć była to po prostu (złowroga dla tych, którzy zostali z niej wykluczeni) utopia. Taka sobie świecka mitologia oparta na pseudo-ewolucjonizmie i pseudo-archeologii… A jednak tylu ludzi “zawiesiło swoją niewiarę”, znieczuliło sumienia i poszło za brutalnym wezwaniem…
M.L., dnia 07.08.2007 o godzinie 17:50
Długo sie zastanawialem czy dodać swój komentarz. Moim zdaniem, powyższy esej jest klasycznym przykładem przesady. I nie chodzi o fantazje i rzeczywistośc. Niewątpliwie zmuszającym do zastanowienia się dramatem XX wieku, jest to, jak to się stało, że tak kulturalny i cywilizowany naród dał sie omamić zwykłemu szarlatanowi.
Z drugiej jednak strony drażni mnie maniera przyrownywania byle fascynacji, choćby najbardziej dla nas niemprzyjemnej, do tak wielkiego i trudnego do wyobrażenia dramatu, jakim był nazizm i jego próba zawładnięcia światem. Znaj mospanie miarę, bo szczerze mówąc takie porównania pachną niepotrzebną egzaltacją i do niczego nie prowadzą, poza spowszednieniem naszego stosunku do dramatu, jaki mial miejsce 60 lat temu.
To jedno. Drugie to już czysta tolkienisyka. Tytuł tego eseju sugeruje, ze zawieszenie niewiary jest aktem świadomym, zgodnie zresztą z tezą o samochcącym zawieszeniu niewiary. Problem polega na tym, że Tolkien za ideal uwazal spontaniczne zawieszenie nie wiary, a nie samochcące. A spontaniczne ma to do siebie, że nie zależy od naszej woli.
Pozdrawiam
M.L. (MumakiL)
Galadhorn, dnia 07.08.2007 o godzinie 18:06
Widzę, że jestem mistrzem kontrowersyjnych felietonów
Nie wiem, MumakiLu, jak sobie wyobrażasz “spontaniczne zawieszenie niewiary”. Moim zdaniem w tej akurat dziedzinie nasza wolna wola ma wiele do powiedzenia. To my wybieramy sobie lektury i to my decydujemy czy chcemy wejść w dany świat literacki, żeby go przeżyć głębiej.
Sam Tolkien pisze w jednym z listów: “Oczywiście za pomocą tego potężnego środka, jakim jest “mit”, można wyrządzić wielką krzywdę, szczególnie celowo. Prawo do “wolności” wtór-stwórcy nie stanowi wśród upadłych ludzi żadnej gwarancji, że nie zostanie ono wykorzystane równie nikczemnie jak Wolna Wola” (list nr 153). Mnie chodzi o takie “mity” i o takie interpretowanie “mitów”, które wyrządza krzywdę. Jako fideista wierzę głęboko, że toczy się o nasze życie wieczne wielka walka i po prostu zalecam sobie i innym ostrożność w wyborze lektur i interpretacji lektur.
Pozdrawiam znad książki Sz. Hołowni “Tabletki z krzyżykiem. Pierwsza pomoc w lękach związanych z Bogiem, końcem świata, czyśćcem i duchami”. I polecam – dobra książka…
M.L., dnia 07.08.2007 o godzinie 20:03
Pytanie, czy strzelkając z Grubej Berty do muchy, osiągasz zamierzony cel?
A co do spontanicznego zawieszenia niewiary, to nie ze mna dyskutuj, tylko z Tolkienem.
Zob. http://forum.tolkien.com.pl/viewtopic.php?p=39381&highlight=zawieszenie#39381
Pozdrawiam
M.L. (MumakiL)
Galadhorn, dnia 07.08.2007 o godzinie 20:17
Nie widzę żadnej sprzeczności. Problem w moim – niestety dość częstym – poleganiu na wadliwej pamięci, a nie na cytatach. A Tolkien pisze przecież o “dobrowolnym” zawieszeniu niewiary, a nie o “samochcącym”, jak to pierwotnie tłumaczyłeś. “Dobrowolne” to nie “bezwolne”! Wpierw jest _wola_ czytania, potem zachwyt, potem poddanie się czarowi opowieści i _dobrowolne_ zawieszenie niewiary. Nigdzie nie widzę tu bezwolności podmiotu bawiącego się w udawanie, że jest się wewnątrz opowieści. Mnie chodzi o mądre dobieranie lektur i dążenie do tego, żeby lektury nie zrobiły nam “kuku” albo “ała”.
M.L., dnia 07.08.2007 o godzinie 22:06
Tylko Tolkien pisząc o willing/dobrowolnym napisal też, ze nie o to mu chodzi. Ten rodzaj zawieszenia niewiary uważa, za gorszy, jemu chodzi o to, że kiedy utwor na prawdę jest dobry, to zapadamy się w świat, w pewnym sensie nieświadomie.
Ja tak miałem z Tolkienem, z Ziemiomorzem, ale nie z Kresem, czy Grzędowiczem, ktorzy podobali mi się, ale wlasnie, musiałem świadomie wejść w ich świat. Tymczasem w Przypadku Władcy, to się stalo samo, niewiem kiedy. Tak samo z Czarnoksięznikiem.
Co innego refleksja po lekturze, ale tu już mówimy o czymś innym.
Pozdrawiam
M.L. (MumakiL)
Galadhorn, dnia 07.08.2007 o godzinie 22:26
Wiem o czym piszesz. Czuję to tak samo. I mam ten sam gust – również wpadłem jak śliwka w kompot w Ziemiomorze (+ jeszcze w uwielbiany przeze mnie świat Hainu). To są takie stany, że nie da się ze szkiełkiem i linijką dokładnie wymierzyć, gdzie kończy się wola wejścia w fantazję, a zaczyna zapomnienie o rzeczywistości (u słabych pisarzy istnieje ciągle wola, na nie następuje efekt “zapomnienia o rzeczywistości”). Dlatego “za pomocą tego potężnego środka, jakim jest “mit”, można wyrządzić wielką krzywdę” (Tolkien). Ja piszę o tej chwili, gdy działa nasza wola i możemy wybrać. Popatrz, nawet Tolkien – wielki apologeta fantazji – pisał o niebezpieczeństwach… Ja naprawdę nie demonizuję. Porównanie z nazizmem pojawiło się tu dlatego, że ideolodzy tej mieszanki mitologii, demagogii, uprzedzeń i nienawiści sprytnie posługiwali się mitami germańskimi – zawładnęli wyobraźnią wielu ludzi (wykorzystując na przykład postać bohaterskiego Zygfryda).
M.L., dnia 07.08.2007 o godzinie 23:20
Galadhornie demonizujesz. Sukces nazizmu to szereg złożonych czynników, wśrod których Wagner i fascynazja północą, jej tradycja mi legendarium, była akurat najmniej istotnym czynnikiem.
Prezentując takie podejście moglibysmy dośc do wniosku, że to Wagner jest winien sukcesowi nazizmu.
Znajmy miarę rzeczy. Wagner, Nietsche, Main Kampf, to tylko narzędzia, ktore same z siebie niewiele uczyniły. To co jest potrzebne to podatny grunt, “odpowiedni” człowiek i wspierająca go organizacja.
Jedną rzecza jest wyrażać opinie, krytykować, na przuyklad fascynacje zlem u Tolkiena, drugą jest zachowanie proporcji. To cech współczesnych czasów, że przesadzamy. Kaczory oskarża się o autorytaryzm, Giertycha porównuje do Adolfa, nie zwracając uwagi juz nawet nie na przesadę zawarta w tych porownaniach, co na ich niestosowność.
Pozdrawiam
M.L. (MumakiL)
Galadhorn, dnia 08.08.2007 o godzinie 7:26
Oby z dzisiejszych fascynacji mas nie wyłoniło się podobne nieszczęście, jak II wojna światowa – albo gorsze. W moim światopoglądzie istnieje pojęcie “cywilizacji śmierci” i mamy dziś do czynienia z jej tryumfalnym pochodem przez Świat Zachodni. Dlatego jestem ostrożny i wołam “na puszczy” o dostrzeganie różnic między Dobrem i Złem. Jeżeli zaś literatura, w której ten podział jest tak jasny, wprowadza u niektórych etyczną konfuzję, to jest to dla mnie dramat. Stąd być może wrażenie “dramatyzowania”.
Zostaw komentarz