“Gondolin zdobyty jest…”
Jadąc na IX Tolk Folk zastanawiałem się ciągle jak to będzie, czy warto, czy się nie rozczaruje. Można oglądnąć zdjęcia czy relacje z Telewizji Sudeckiej z roku 2006, ale to tylko namiastka tego, co Cię spotka w bielawskim Śródziemu…
Czwartek
Ja dotarłem do Bielawy w czwartek (12 lipca b.r.) wraz z moja młodszą siostrą Różą. W sumie odnaleźliśmy pole namiotowe bez większych trudności dzięki rozwieszonym kartkom na drzewach z palcem wskazującym na Tolk Folk. Gospodarz przywitał nas milo i wskazał pole namiotowe znajdujące się jakieś 250 metrów stokiem w dół od jego domu. Weszliśmy z Różą akurat na oficjalne otwarcie TF przez Elka (około godziny 19.00), zagrałem na rogu na wejście, przedstawiliśmy się, potem usiędliśmy i słuchaliśmy co też ten organizator ma do powiedzenia, a były to mądre słowa. Elek przedstawił Adama Kleina i jego żonę Tami (prowadzili oni przez dwa kolejne dni warsztaty wokalne na polu namiotowym), Valhalla naświetliła plan bitwy, Elek mianował Kristofa i Achikę Strażnikami Ithilien. Bardzo chcieliśmy już rozbić namiot (de facto jeden z ostatnich na polu), ja byłem po bardzo długiej podróży i tak naprawdę chciałem już iść tylko spać… Kristof bardzo sumiennie rozpoczął wypełnianie swoich obowiązków, wskazał nam miejsca dozwolone do rozbicia namiotu. Już po kilku godzinach przebywania na polu poczułem się naprawdę swojsko. Było ognisko, kiełbaski (kto miał), muzyka. Dla mnie wszystko było nowe – w sensię TF. Piosenki śpiewali na przemian to Czesi, to my, ktoś szepnął mi do ucha, że jest już tradycyjny „pojedynek” na pieśni miedzy Polakami a Czechami, którzy w tym roku przybyli w dość mocnym składzie. Jednocześnie w namiocie-beczce nazwanym „Wrotami Morii” odbywał się panel fanfikow tolkienowskich, cieszący się również sporym zainteresowaniem, w środku panował iście śródziemny klimat, do nas – siędzących przy ognisku – dobiegały tylko, co jakiś czas, wybuchy śmiechu tolkfolkowiczow. Taki był czwartek. Po 24 godzinach podróży położyłem się spać, otoczony drzewami których szum szybko ukołysał mnie do snu. Spałem spokojnie i długo, wiedziałem że nic nie grozi nam tutaj, w obozie strzeżonym do rana przez dzielnych elfow i ludzi. Chyba, że obóz zła, rozbity nieopodal… Przysunąłem miecz bliżej siębie….
Piątek
Obudził mnie żar poranka, mimo, że była dopiero 9.00 rano. Wyturlałem się z namiotu gotowy stawić czoła piątkowym wyzwaniom programu. Musiałem iść szybko do sklepu, zjedliśmy z Różą śniadanie, jeszcze kończyłem zagryzać kiełbaskę jałowcową, kiedy usłyszałem nawoływanie mojego kapitana Kristofa: „Młociarzeee…!”. To chyba ja… Valhalla kolejno szkoliła wszystkie hufce biorące udział w obronie Gondolinu. Jak walczyć, jak się bronić i jak atakować, jak się przewracać, jak umierać. Praktykowaliśmy przy akompaniamencie chóru tolkfolkowiczow pod batutą Adama i Tami (prowadzących właśnie warsztaty). Po warsztatach i okładaniu się mieczami, młotami, pikami i wszelkim innym dziadostwem rozeszliśmy się w pokoju. Jedni na obiad, który właśnie wjechał na pole, inni strzelać z łuku, jeszcze inni pod prysznic, stając w kolejkach jak za PRL. Zrobił się gorąc niesamowity, generalnie wszyscy się cieszyli, tylko ja szukałem cienia. Po obiedzie ruszyliśmy „na miasto”, a dokładniej do Miejskiego Ośrodka Kultury i Sztuki w Bielawie, gdzie miało się odbyć Spotkanie Istarich. Budynek niczego sobie, bardzo klimatyczny. Przed wejściem do sali kinowej, w której odbywały się wykłady, redakcja Aiglosa sprzedawała świeżutki numer. W środku sali panował przyjemny chłód, Elek przywitał gości i tą część programu rozpoczął spektakl Pieśń Ainurów w wykonaniu ST WIEŻA.
Później kolejno prelegenci wchodzili na scenę: Tadeusz Andrzej Olszański o polityce w Śródziemu („Mit i polityka”), Anna Adamczyk „Nifrodel” wygłosiła moim zdaniem świetny wykład pt. „Magia w Śródziemu”, Anita Weber „Valhalla” mówiła w sposób bardzo ciekawy o „dramacie wyboru, klęsce, zwycięstwie” jako nieodłącznym przeznaczeniu ludzi w tolkienowskim legendarium. W przerwie wszyscy ruszyli żwawo a to na zapisy do turnieju łuczniczego (wystartowało ok. 60 osób), a to po jedzonko do znajdującego się na rogu baru.
Eliminacje do turnieju przeprowadzone bardzo sprawnie przez Elka ukończyły 52 osoby. Ci mieli stanąć na udeptanej ziemi w sobotnie popołudnie, by w finale walczyć o łuk Barda, strzały i słomiankę za zajęcie pierwszego miejsca. Był jeszcze konkurs strojów – w tym roku dość skromny, bo wystąpiło tylko czworo śródziemnych postaci: Rohir (Kristof), Krasnolud, rodzeństwo z Númenóru z kajmanem (niewidzialnym krokodylem, który atakował wszystkich przez kolejne 24 godziny), wdowa z Rohanu szukająca chłopa… Wygrało rodzeństwo, zabierając na pole namiotowe pamiątkową statuetkę sowy i nagrodę książkową. Po powrocie do sali kinowej Nifrodel odczytała wykład Michała Leśniewskiego “M.L.”, który niestety nie mógł przybyć na TF, ale przygotował dla nas wykład pt. „Ile Średniowiecza w dziełach Tolkiena?”.
Po części edukacyjnej spotkania Istarich w MOKiS-ie, Czesi przedstawili świetny spektakl słowno-muzyczny Pad Gondolin. Trzynaście utworów muzycznych, narratorką była mONA. Co ciekawe, po prawej stronie sceny jeden z Czechów za pomocą kredy i czarnej tablicy na bieżąco ilustrował wydarzenia przedstawiane w pieśniach. Świetny pomysł. Później niespodzianka, Adam Klein wraz z żoną odśpiewali fragmenty opery Leithian (sind. ‘Uwolnienie z pęt’) . Cudowne!!! Wróciliśmy na pole dość zmęczeni. Część siadła blisko ognia, inni czynili przygotowania do nocnego LARP-a zorganizowanego przez Strażników Północy. Siedzieliśmy tej nocy do bardzo późna, niektórzy nawet nie poszli spać, nie było aż takiego tłoku przy ognisku, bo część uczestników była na LARP-ie, część śpiewała gdzieś tam w środku pola. Około czwartej padłem, śpiąc tym razem na zewnątrz, w środku spała Róża i reszta ekwipunku, a dla mnie nie było tam miejsca… Jutro bitwa.
Sobota

Rano pospieszne śniadanie. Przekonałem się, że kolejka pod prysznic u gospodarzy jest świetną okazją do poznania się bliżej z tolkfolkowiczami i jest zaprawdę integrująca. Przygotowania do bitwy szły już teraz pełną parą, kto gdzie stoi, kiedy wchodzi, kiedy pada itd. Eryk, 13 letni chłopiec przejawiający tyle energii, że mógłby pokonać Gondolin samodzielnie, uświadamiał mi uparcie, że zabije mnie podczas bitwy, a nawet jeśli on zginie, to nic nie szkodzi, bo orkowie maja „recycling” (orkowie po śmierci w bitwie mogli pod osłoną cienia wstać i przyłączyć się do walczących). Gdzieś tam w oddali chór śpiewał Gondolin zdradzony pod przewodnictwem Adama Kleina, reszta początkowo wyła w niebogłosy, ale musze przyznać, że z czasem, po kilkunastu minutach rozśpiewania, chór śpiewał z taką mocą, że bałem się, że Gondolin może wytrzymać atak smoków, Balrogów i wszelkiego innego plugastwa, z jakim przyjdzie mi walczyć za kilka godzin na polach parku miejskiego w Bielawie. Spakowałem część ekwipunku do plecaka, i wraz z pochodem ruszyliśmy „na miasto” tym razem do parku. Było upalnie, nie miałem pojęcia gdzie znajduje się miejsce mojego przeznaczenia i rychlej śmierci. W kolumnie pochodu dało się słyszeć krótkie: „Daleko jeszcze?”…
Dotarliśmy, park trochę dziwny mi się wydał. Mały jakby trochę. Odbywały się zapisy do biegu hobbickiego i krótko potem ruszyli pierwsi zawodnicy. Po zakończeniu konkurencji odbył się finał turnieju łuczniczego. Ku uciesze Elka wygrał chłopak z Bielawy, wiec nagrody zostały u gospodarzy TF. Został jeszcze do pobicia rekord w tańcu hobbickim. W roku 2004 (kiedy to bito rekord) tańczyło 80 osób, potrzeba było więc przynajmniej 86, żeby nie wyglądało jak rzut na taśmę (rozumowanie Elka?). Zgłosiło się 89 osób, potrzebna była więc jeszcze jedna. „Kto jeszcze?” pyta Elek. Ktoś krzyknął: „Elek, Elek!” i tak biedak, chciał czy nie, poszedł nie wiedząc, jaka cenę mu przyjdzie zapłacić za ten rekord. Pobili, przetańczyli, Elek tak wywijał, że zwichnął nogę, a przecież go jeszcze bitwa czekała. Przez chwile było nerwowo, nikt nie wiedział, co będzie się działo, czy będą opóźnienia, a z każdym problemem trzeba było iść do Elka. Biedny był chłop przez te kilkadziesiąt minut. Chwilkę przed rozpoczęciem przedstawienia wręczono też Elkowi statuetkę Śląkfy (nagrody Śląskiego Klubu Fantastyki) – w kategorii fana roku 2006.
W końcu zaczęło się. W sumie bez próby generalnej. Troszkę było zamieszania i improwizacji. Trudno opisać, co działo się w sercu wojownika Młota Gniewu podczas bitwy w obronie Gondolinu. Zaatakowano nas przedwcześnie, (co będzie widać wyraźnie na filmie, jeśli się takowy ukaże), wszystkie lekcje Valhalli poszły w pobliskie lasy, trochę było wolnej amerykanki, trochę szlachetnej szermierki, a najwięcej okładania się bronią wszelaką. Moje odczucia jako kowala posługującego się młotem (styropianowo-papierowej elfickiej konstrukcji) były dość oczywiste: wbijanie wszystkich przeciwników w ziemię, mało tam było miejsca. W końcu z głośników dał się słyszeć potężny głos narratora, ze oddaliśmy życie za Gondolin jak jeden mąż i zabawa dla mojego hufca się skończyla. Że akurat my musieliśmy wszyscy zginać… A ci od Ectheliona pouciekali tunelem… Słuchajcie, zabawa mimo, że krótka, była przednia. Leżałem w trawie twarzą do murawy bielawskiego parku, kąsany przez komary, starałem się jeszcze cos zobaczyć z przedstawienia. Po spektaklu nastąpiło przybijanie „piątek”, przebaczanie win i drobnych skaleczeń, i „tradycyjna wymiana koszulek”.
W końcu po bardzo krótkiej przerwie chór wkroczył na podest i odśpiewano pieśń specjalnie na tę okazję ułożona pt. Gondolin zdradzony. Z jaką mocą śpiewał tenor Adam Klein, trudno jest opisać. Byłem pod wielkim wrażeniem. Wyraźnie było widać, że artysta cieszy się, że był tam z nami i tak naprawdę tą właśnie pieśnią zakończył Tolk Folk 2007.
Elek załatwił nam autobus, który zawiózł nas w okolice pola namiotowego. A to, co działo się na polu, pozostawię już Waszej wyobraźni. Było wspaniale, znów śpiew i opowieści, gawędy i historie.
Niedziela

W niedzielę rano przyjechał Elek, kulejąc rozdał koszulki i siedliśmy przy tlącym się ciągle ognisku. Adiemus wraz z innymi zaśpiewał specjalnie dla niego piosenkę pt. Żale Szeloby. Rozmawialiśmy trochę o TF 2008. Wygląda na to, że będzie muzycznie. Wyjechaliśmy do domu ok. 12.00. Tak zakończył się dla mnie Tolk Folk 2007. Przerósł moje oczekiwania i nie potwierdził obaw. Było wspaniale. Do zobaczenia – mam nadzieję za rok.
Jeśli coś pokręciłem, bądź pominąłem, proszę pisać w komentarzach.Więcej zdjęć można znaleźć między innymi tutaj tutaj (zdjęcia mojej siostry), tu (forum Elendilich) oraz tutaj (zdjęcia na forum Hobbitonu)
Dziekuje Ringowi z forum Hobbitonu, za zgode na umieszczenie jego zdjecia w tym sprawozdaniu
i Galadhornowi za naniesienie polskich znakow.
Kategorie wpisu: Fandom tolkienowski, Twórczość fanów


17 Komentarzy do wpisu "“Gondolin zdobyty jest…”"
tomgoold, dnia 23.07.2007 o godzinie 12:23
Piękna relacja Telperionie!
Galadhorn, dnia 23.07.2007 o godzinie 12:42
Telperionie, czuję się prawie, jakbym tam był. Tomie, może warto uzupełnić relację Telperiona filmikami Marigold? Dobrze byłoby podać w necie jak najwięcej materiałów – choćby dla takich osób jak ja, które nie mogły być na Tolk Folku.
tomgoold, dnia 23.07.2007 o godzinie 13:29
Z filmikami problem jest taki, że dużo zajmują i nie bardzo jest gdzie je wrzucić. Jeżeli ktoś dysponuje miejscem 2,5 GB na serwerze to chętnie je wrzucę wszystkie.
Kamila, dnia 23.07.2007 o godzinie 16:46
Telperionie, ciekawe sprawozdanie, mogłam sobie powspominać
Tylko taka drobna sprawa, że w tym roku był IX Tolk Folk, a nie XI. Okrągła rocznica jeszcze przed nami…
Mnie w piątek obudził nie żar poranka, lecz okropne zimno i wiatr… Chociaż z drugiej strony wstałam trzy godzinki wcześniej (i grzałam się przy ognisku
). W piątek akompaniament chóru polegał na tym, aby, odkrywając różne sposoby wycia, poznać możliwości swojego głosu i jego brzmienie w czasie śpiewania operowego (mimo że Adam i Tami mieli tak mało czasu, moim zdaniem doskonale to wytłumaczyli – o czym świadczy to, że wszyscy tak dobrze zastosowali ich wskazówki podczas sobotniego występu).
I to on wygrał, a nie rodzeństwo (które, jeśli dobrze pamiętam, komisja zdyskwalifikowała – oczywiście nie dosłownie
).
), to mógł później po prostu posiedzieć dla towarzystwa (rysowanie wieloryba resztką piwa na rozgrzanym stole było bardzo ciekawym zajęciem podczas oczekiwania na Elka i Adama z Tami…
). Później przyjechali też dwaj młodzieńcy z Tym_Okropnym_Urządzeniem_Zwanym_Kamerą
Wrrr, złapali mnie przy ognisku przy pieczeniu kiełbaski, a straszenie ich zemstą kolegów z mieczami nie zrobiło na nich wrażenia (”Mamy lepszą broń” – powiedzieli, wskazując na kamerę
).
Dorośli albo ignorowali bandę wrzeszczącą do nich “Ni!”, albo się uśmiechali, więc chyba nie byli zniesmaczeni krwawymi (no, farbkowymi, ale co za różnica
) plamami na ciałach wojowników (i pluszakiem – szopem praczem nabitym na kij
). Fakt, usłyszałam jakieś dwie babcie, które z oburzeniem stwierdziły, rozmawiając na przystanku, że to jakaś parada homoseksualistów…
Była też banda dresów (czy co to za subkultura, nie znam się
), która chyba miała plany skrzywdzenia nas. Ale jak zobaczyli idącą z tyłu drugą część pochodu, również posiadającą miecze, młoty… Najbezpieczniej jest z tolkienistami! 

Co do Turisia – “to taki krokodyl, tylko z węższym pyskiem”
W sobotę koło godziny 8-9 zaczęła się robić kolejka do łazienki – jeśli ktoś wstał wcześniej (lub się nie kładł
Po obiedzie przywiezionym na pole namiotowe wyruszyliśmy z pochodem, na który dzieci w większości przypadków reagowały szeroko otwartymi oczami i ustami
W czasie pochodu chyba dwukrotnie zatrzymaliśmy się w celu opustoszenia sklepów, zwłaszcza z chłodnych napojów (bo po czwartkowych chłodach i piątkowych wiatrach sobota była upalna).
Co do tańca hobbickiego – rok temu tańczyło, z tego co się dowiedziałam, 80 osób w ośmioosobowych grupkach – do rekordu potrzeba było 88, żeby te grupki były równe. W końcu jednak zdecydowano, że zatańczymy w wielkim kręgu. Dziewięćdziesiątej osoby szukano, żeby można było utworzyć pary
Elkowi chyba poszło naczynie w nodze, a nie zwichnął – ale ja już nie jestem pewna. Podziwiam go, że później nadal tak doskonale funkcjonował i że mimo kontuzji dalej mógł pokierować całą imprezą (i w ogóle za całe organizowanie TF-u, i za wszystko)!
Zdjęcia można znaleźć również na stronie Strażników Północy – http://www.wladca.pl (Fangorn->Wspomnienia->Tolk Folk 2007).
Aha, MOKiS to Miejski Ośrodek Kultury i Sztuki, nie Sportu
(Wiem, ze strasznie czepiam się szczegółów…
)
A na Tolk Folku można przeżyć naprawdę niezapomniane chwile! Warto przyjechać!
Telperion, dnia 23.07.2007 o godzinie 16:58
Dzieki Kama za komentarz i uzupelnienia juz wszystko poprawilem, milo bylo Cie poznac. Telp
Achika, dnia 23.07.2007 o godzinie 21:54
Taniec hobbicki po raz pierwszy tańczony był nie rok, ale trzy lata temu (w 2004 r.).
Elek dostał Śląkfę za rok 2006 (nagroda jest przyznawana zawsze za osiągnięcia z roku poprzedniego).
Elek nie zwichnął nogi (bandaż miał na łydce, nie na stawie), coś mu pękło w środku, ale dokładnie nie wiem, co.
A poza tym fajna relacja.
Sirielle, dnia 23.07.2007 o godzinie 22:06
“Co do tańca hobbickiego – rok temu tańczyło, z tego co się dowiedziałam, 80 osób w ośmioosobowych grupkach”
A dokładniej na Tolk Folku w 2004 roku, kiedy to bito rekord. Rok temu były tylko tańce szkockie, bez żadnych rekordów.
Telperion, dnia 23.07.2007 o godzinie 22:14
Dziekuje Sirielle, juz poprawilem
Pozdrawiam
Sirielle, dnia 23.07.2007 o godzinie 23:06
A ja doczytałam relację – miło się czytało. Młot Gniewu był rewelacyjny. Wszyscy inni ginęli w kolorowym tłumie, Was było wyraźnie widać, głownie pewnie przez “koszulki” ;D Do tej pory nie mogę odżałować, że Was Tolkien uśmiercił, no!
Pytanie apropo filmików Marigold – co to za format, że tak dużo miejsca zajmują? Chętnie byśmy je umieścili na http://www.wladca.pl w galerii tolkfolkowej.
W imieniu Strażników Północy zachęcam wszystkich do wysyłania zdjęć z TFu na adres Opara, który umieści je na naszej stronie: opar@pwsz.nysa.pl
Tymczasowo zdjęcia i filmiki z Tolk Folku 2007 są tutaj:
http://www.wladca.pl/fangorn/copy_of_tf/tolk-folk-2007/tolk-folk-2007/view
Idąc w górę zobaczycie fotki i relacje z poprzednich lat, w tym i zdjęcia ze sławetnego bicia rekordu w tańcu hobbickim
Pozdrawiam
Baron, dnia 23.07.2007 o godzinie 23:06
Niezla relacja Telperion, cieszę się, że podobał ci się TF — w następnym roku postaramy się przygotować jeszcze lepszy
Kristof, dnia 24.07.2007 o godzinie 1:05
Bardzo fajna relacja, choć wkradło się parę błędów, moi poprzednicy już je poprawili. Niezwykle miło było mi cię poznać, Telperionie i bardzo cieszę się, że mogliśmy walczyć w jednej formacji. Do zobaczenia za rok, a za dwa lata zapraszam do ponownego podniesienia ze mną oręża. A w jakiej bitwie, po której stronie – to się okaże.
Telperion, dnia 24.07.2007 o godzinie 9:06
Zawsze po tej wlasciwej Kristofie…..
Pozdrawiam i dziekuje za Wasze komentarze, i mile przyjecie “pierwszaka” na tegorocznym TF.
Telperion
Ringhsilven, dnia 24.07.2007 o godzinie 11:00
Swietna relacja
)
Zawsze milo jak ktos napisze, bo potem mozna powspomina
Wielkie dzieki!
Elek, dnia 30.07.2007 o godzinie 7:22
Ja bardzo nie wywijałem i tak naprawdę w tym czasie “miałem” robić coś innego, ale WAM się nie odmawia. A kontuzja… naciągnięty mięsień i to 1,5 tygodnia nogę trzeba było wsadzić w gips:(
Galadhorn, dnia 30.07.2007 o godzinie 8:46
Elku, ale czujesz się już lepiej? Jak noga? Wydobrzała? Jesteś naprawdę niesamowity… Choć nie byłem na TF, dziękuję Ci za zorganizowanie tej pięknej imprezy. Dajesz wiele radości miłośnikom Tolkiena.
Elek, dnia 02.08.2007 o godzinie 17:21
Dzięi Galu, z nogą jest już lepiej aczkolwiek jeszcze kilkanaście dni jestem na zwolnieniu. Do tego nie mam dostępu do serwera, na którym jest strona i nie mogę zaktualizować strony:/. Bardzo Wam dziękuję za pomoc i relacje z TFu. A Marigold za zmieszczenie filmików. Zanim zaktualizuję stronę informacje już pójdą w świat.:)
Galadhorn, dnia 02.08.2007 o godzinie 23:01
Cieszę się, że da się jakoś pomóc. Niechaj noga szybko wróci do 100-procentowej sprawności. Pozdrowienia dla Bielawy!
Zostaw komentarz