Aktualności ze świata miłośników twórczości Tolkiena

Ideał?

Photo Sharing and Video Hosting at PhotobucketTolkien, ech ten Tolkien… Wiele razy próbowano go „zaszufladkować”. Pisarz fantasy? – no dobrze, ale skoro fantasy to przede wszystkim rąbanie toporem, cięcie mieczem i drużyny umięśnionych babeczek i seksownych brutali, to czy nie jest to określenie chybione? Co z poważnymi rozprawami fanów, pytaniami o rzeczy umieszczone na granicy ludzkiego poznania? Dlaczego tak wielu myślicieli, badaczy idei, teologów, antropologów etc. poświęca czas na badanie złożoności Śródziemia? Czyżby sympatyczny profesor z Oxfordu dokonał czegoś, czego nie byli w stanie osiągnąć „wielcy” tacy jak Dostojewski, Joyce, Shakespeare, Gombrowicz, czy Bułhakow?…
Wygrywa on w popularnych plebiscytach, przez „czytelniczą średnią” uznawany jest za pisarza stulecia, nie będąc pomijanym w prestiżowych rankingach (choćby Folio Society). Pisarz idealny? Bardzo możliwe, choć nie jestem obiektywny… Cóż zatem pozostaje do zrobienia, by ci „oporni” uwierzyli, i co ważniejsze, zatracili się w fenomenie Tolkiena? Czy proste zdanie: „Elfy Tolkiena to nie małe duszki, krasnoludy to nie ludki, a Śródziemie to przebogate uniwersum” wystarczy? Czy za kilkadziesiąt lat choćby jedną książkę Tolkiena przeczyta każdy? Czy istnieje odtrutka? Oczywiście pytam retorycznie, bo są uzależnienia, z których ludzie nie chcą się leczyć…

Kategorie wpisu: Eseje tolkienowskie

14 Komentarzy do wpisu "Ideał?"

Lórin, dnia 23.05.2007 o godzinie 13:04

Fantasy to nie „przede wszystkim rąbanie toporem, cięcie mieczem i drużyny umięśnionych babeczek i seksownych brutali”, więc nie uważam, żeby nie można było nazwać twórczości Tolkiena fantasy. Z drugiej strony, czy nie mamy we „Władcy Pierścieni” rąbania toporem i cięcia mieczem? Czy nie mamy drużyny, która idzie wykonać questa?
Świat Tolkiena nie jest jedynym, nad którym można tyle dyskutować. Myślę, że teologiczne i antropologiczne tematy znajdzie się też w innych dziełach fantasy.
Nie ma potrzeby, żeby każdy przeczytał choć jedno dzieło Tolkiena. Jeśli ktoś się nie może do niego przekonać, jego prawo. A najlepszą odtrutką na Tolkiena, jaką znam, to tzw. przejedzenie.

Eruanno, dnia 23.05.2007 o godzinie 17:04

Lórin, racja. Tolkien nie jest jedyny, ale według mniej należy do najlepszych… Ba, jest najlepszy. Od Tolkiena nie idzie się uwolnić, można go rzucić, ale i tak sie do niego wróci…

Tornene, dnia 23.05.2007 o godzinie 18:43

Lórinie, mamy cięcie i rąbanie, ale wszystko to osadzone jest w tak przebogatym świecie, że wątpię, by jakiś Salvatore, czy inni, nawet działając w zespole, byli w stanie dokonać podobnej rzeczy. Języki, mitologia, wierzenia, koegzystencja ras – to wszystko jest nieopisanie rozbudowane. To może w takim razie Tolkien jest ideałem fantasy? Bo czy książki (gry) pisane na zasadzie: krasnoludy nie lubią się z elfami, a te są dostojne i żyją wśród drzew & czarodziej prowadzi drużynę są jedynie marnymi kopiami, prawda?
Z pewnością nie jest to jedyny wart uwagi pisarz, ale czy inni twórcy są tak uniwersalni jeśli chodzi o wyszukanych odbiorców i tłumy? To jest głównym pytaniem tego tekstu!
Potrzeby nie ma, ale czy nie byłoby lepiej? 😉 Poza tym uprzedzenia do stereotypów mogą odstraszać od czegoś, co moglibyśmy polubić…
Może i jest przejedzenie odtrutką na Tolkiena, ale ja raczej zgodzę się z Eruanno, że potem i tak się do niego wraca. Bo kto może żyć bez pokarmu, nawet gdy się wcześniej przeje? 😉

Lórin, dnia 23.05.2007 o godzinie 19:45

Faerun (świat „Forgotten Realms”) też jest rozbudowany. Śmiem twierdzić, że bogactwo krain i polityka jest dużo bardziej rozwinięta niż u Tolkiena. Cóż, Faerun jest tworem wielu ludzi, Tolkien działał sam. Odpycha mnie od Forgotten Realms taki, że tak powiem, erpegizm, ale był stworzony dla RPG, więc czegóż się spodziewać? Faerun może być jednak równie fascynujący co Śródziemie. Ale jego języki, z oczywistych powodów, do języków Tolkiena się nie umywają.
W pewnym sensie to jest kopia. Bo sama postać krasnoludów zamiast krasnoludków i elfów zamiast fairies już jest „ściągnięta” od Tolkiena. Są też elementy fabuły, które nie mogą nie kojarzyć się z Tolkienem. Ale nie uważam tego za coś złego. Uczeń często czerpie od mistrza, byle tylko myśl rozwinął na swój sposób.
Uważam, że świat Tolkiena nie jest jedynym, który potrafi tak fascynować. Słusznie się tu powołujesz na statystyki i plebiscyty, które jednoznacznie wskazują na większą popularność Tolkiena niż reszty fantastyki. Rozumiem, że to motywuje cię do nazwania Tolkiena ideałem?
Nie mnie rozstrzygać tajemnice popularności Tolkiena. Wiem natomiast, że chociażby taki Pratchett też jest lekturą uniwersalną. „Tłum” widzi zabawę i dowcipy, „wyszukany odbiorca” – satyrę i krytykę. Świat Pratchetta jest groteskowy, ale i w nim można znaleźć wypowiedzi na „wielkie tematy”.
Chcę więc powiedzieć, że są też inne światy, nie mniej rozbudowane i nie mniej „uniwersalne”, choć, jak się okazuje, Tolkien jest preferowany, czego wytłumaczyć nie potrafię. Za żaden ideał go jednakowoż nie uważam.

Co by nie mówić, Tolkien bezsprzecznie jest klasykiem fantastyki. Dlatego należałoby znać Tolkiena z tego samego powodu, dla którego powinno się znać (nie mogę wymyślić lepszego przykładu) Sir Doyle’a jako klasykę powieści detektywistycznej, a nie dlatego, że jest jakimś ideałem.

A każde uzależnienie ma to do siebie, że się nie chce go pozbywać. Może i rozsądek palacza nakazuje mu rzucić palenie, ale uczucia potrzebują tego papierosa. Jeżeli Tolkien jest uzależnieniem, powinien działać na tej samej zasadzie.
PS Sugerujecie, że tolkienista to ktoś podobny do alkoholika, który zawsze wróci do flaszeczki? 😉 Ale macie rację, że przejedzenie jest tylko chwilową przerwą, tak jak przedawkowanie alkoholu. 😉

Tornene, dnia 23.05.2007 o godzinie 20:31

Mówisz, że uczeń czerpie od mistrza i tworzy coś nowego. No właśnie – pozostaje chyba pytaniem retorycznym jak wielkie zmiany następują podczas takiej adaptacji…
Nigdy nie napisałem, że tylko Tolkiena należy czytać z fantastyki – spokojnie, drogi Lórinie, nie zapędzaj się zbytnio :) A ideał zasadza się na tym, iż, jak wcześniej wspomniałem nie raz, pasjonuje on profesorów, doktorów, myślicieli w takim samym stopniu jak hydraulików, uczniów i młodych wtórnych analfabetów, którzy sięgają jednak po Władcę Pierścieni (skutkiem projekcji w kinie) i czytają. Ta uniwersalność może być ideałem i o to właśnie pytam. Bo pisarzy, których przywołałem w tekście, trudno nazwać idealnymi pod względem uniwersalności, a w stosunku do Tolkiena można chyba zaryzykować takie stwierdzenie, prawda?
Pratchetta lubię, Świat Dysku cenię, zwłaszcza za poczucie humoru, a ukryte mądrości raczej wyłapuję… Mimo wszystko musisz się zgodzić, że nie tylko w Polsce jest on RACZEJ niszowy (nie mówię o braci studenckiej, licealistach, czy fanatykach fantasy). Jakby na to nie patrzeć Ankh-Morpork nigdy nie dorówna Minas-Tirith, i Pratchett nigdy nie odda tej głębi uczuć i historii, którą karmi nas Tolkien.
Co do uzależnienia: Tak, właśnie takie coś sugeruję. Twierdzę, że nawet po wielu latach i pozornie udanym detoksie dany człowiek otworzy Silmarillion na dowolnej stronie, czy przeczyta kilka słów WP i „przepada”. Zwłaszcza mniejsze utwory profesora mają wg mnie bardziej niebezpieczne działanie… 😉
Czy odnoszę słuszne wrażenie Lórinie, że jesteś „na odwyku”? 😉
Pozdrawiam.

Eruanno, dnia 23.05.2007 o godzinie 20:32

Lórin, my nie sugerujemy. My stwierdzamy fakt. Sama spróbuj nie wziąć do ręki czegokolwiek opatrzonego nazwiskiem Tolkien przez dwa miesiące. W tym czasie nie wchodź na żadne fora, nie czytaj żadnych newsów. Po prostu kompletna izolacja od „tolka”. I po dwóch miesiącach sprawdź swoja reakcję na widok Sill’a, lub Władcy…
Nie ma ideałów. ludzie co najwyżej mogą być niemu bliscy. A John z całą pewnością jest niemu jednym z najbliższych pisarzy.
Klasyka i bestsellery to świetny wynalazek, każdy ma, a nigdy nie czyta. Historia Ardy jest inna. Mimo, że to klasyka, to wciąż chętnie brana do rąk.

*eowina*, dnia 23.05.2007 o godzinie 21:23

O tym, jaki pisarz jest dla Ciebie wielki, decydujesz Ty sam. I jak jesteś na jakimś punkcie maniakiem, to jesteś i kropka. A odtrutki – okropna sprawa. Nie dość, że bolesny okres, to potem rzucasz się na odzyskaną własność jak spragniony na wodę.

M.L., dnia 23.05.2007 o godzinie 21:23

Problem polega na tym, ze rozmawaicie w gronie fascynatów. Kochacie, lubicie, fascynujesie się, stąd wasze podejści, zresztą moje też. Ale znam wielu ludzi, ktorym Tolkien i jego tworczośc się nie podoba. Dla nich Tolkien nie tylko nie jest bliski ideału, ale jest nudny, miałki, wtórny i niczego nie wnoszący. Konserwatywny, mało nowatorski, a stworzone przez niego postacie są miałkie, płaskie i czarno-białe.
Nie bronie tych ludzi, ale oceny bazujące na samej fascynacji mają niewielka wartość. Ja wierze, że Tolkien wszedl już do pewnego kanonu, uwazam go za wielkiego pisarza, ale to ja, bo jestem równie subiektywny i skażony jak wiekszość z was. 😛
A czy mozna odejścv od Tolkiena. Tak. Z premedytacja, przez jakieś 6 lat do niego nie wracalem, no prawie nie wracałem. 😀

Pozdrawiam

M.L. (MumakiL)

Poikelle, dnia 23.05.2007 o godzinie 21:54

Odkąd „zaraziłam” się Tolkienem, książki innych, wydają mi się płytkie i puste….ot takie historyjki (oczywiście są wyjątki, lecz niestety, albo stety nieliczne). Jego twórczośc jest jak tajemnica, jak już raz ją poznasz to, nie ma odwrotu(no chyba, że uderzysz sie w głowę i dostaniesz amnezji:P)

Niestety znam wielu ludzi, którzy na dźwięk słowa „fantasy” uciekają w popłochu- hmmm…biedacy nie wiedzą, co tracą….:p.

pozdrowienia dla Was Nałogowcy 😉

Rubenos, dnia 23.05.2007 o godzinie 22:01

Faerun to po prostu taka zlepka wszystkiego. Jeden wielki wór, w który powrzucano bez składu i ładu niemal wszystkie elementy kultury światowej. Co nie zawsze jest strawne. Całemu uniwersum brakuje wyważenia. Nie ma jakiegoś głównego zamysłu, który charakteryzuje chocby świat Tolkiena czy Le Guin. Każda osoba tworząca świat dorzuca coś od siebie i staje się on w pewnej chwili aż nazbyt różnorodny.

Tornene, dnia 23.05.2007 o godzinie 22:02

Dziękuję Ci za Twój głos, M.L-u. Chyba jeszcze bardziej upewnił mnie w przekonaniu, że niezbyt jasno się wyraziłem :)
Spróbuję najjaśniej jak mogę, choć nie będzie łatwo… Chodzi o to, że ideał polega na tym, iż jakiś pisarz fascynuje ludzi o różnym statusie społecznym, uważany jest przez zwykłych zjadaczy chleba za fajnego, a przez znawców za wartościowego. Wydaje mi się, że mogę to stwierdzić w oderwaniu od mojego stosunku do zagadnienia.
Czy to nie jest ideałem pisarza – tworzyć coś wartościowego, a zarazem chodliwego? Do tego zmierzam, że mało któremu twórcy się to udaje…

Oczywiście trzeba dla jasności dyskusji zaznaczyć i podkreślić: „Jeszcze się taki nie urodził…”.

*eowina*, dnia 24.05.2007 o godzinie 9:36

Ależ każdy z nas ma inne ideały! Jest tylko maleńki procent ludzi, którzy są ideałami dla większości ludzi, ale takich, którzy byliby ideałem dla wszystkich nie ma! A właśnie to jest ważne, że dla nas Tolkien jest prawie ideałem. I nie robiłoby większej różnicy, czy byłoby nas dziesięciu, piętnastu, czy stu.

Lórin, dnia 24.05.2007 o godzinie 15:12

Sam pomysł szukania ideału pośród sztuk jest chybiony. Idealnego pisarza równie trudno znaleźć, co idealny obraz chociażby. Idealny obraz to taki, który zachwyca i laików i znawców malarstwa? Trochę naciągane. Pisarstwo to, jak wszystkie sztuki, jedno wielkie de gustibus i żadnego obiektywnego ideału się nie wyłoni, bo bardziej subiektywnego odczucia niż gust chyba nie ma. 😉

Thor, dnia 25.10.2010 o godzinie 18:00

No właśnie! Zgodzę się z Tornene’m, ludzie traktują powieści Mistrza Tolkiena jak bajeczki dla dzieci albo jako seksistowskie i rasistowskie opowiadania dla dorosłych (sam spotkałem się z takim przypadkiem)… :(

Zostaw komentarz